czwartek, 24 września 2015

Rozdział XVII

Ogromnie przepraszam za zwłokę, ale wyjechałam do Włoch, w dodatku szkoła i tak jakoś wszystko się wydłużyło. Tak, wiem, ciągle wymówki. xD
Nie zjedzcie mnie, ale to... Ostatni rozdział. Do końca został nam już tylko epilog i po napisaniu go pomyślę nad tym, czy chcę pisać kolejną część tego opowiadania.
Każdego jednak zachęcam do odwiedzenia drugiego bloga o innej, ale wciąż ciekawej tematyce.
Zajrzyjcie chociaż!
(KLIK) --> Mój nowy blog!


ROZDZIAŁ XVII


Wszystko stało się dziwnie odległe, rozmazane, ważne dotąd sprawy nagle straciły sens. Potrafiłam tylko myśleć o Lokim, o tym, ile dla mnie znaczy i jak bardzo będzie mi go brakować. Zapragnęłam uratować go od wyroku.
- On niczego wam nie zrobił, jest niewinny! - Krzyknęłam, zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych. Gdybym nie była w tamtym momencie tak przejęta, zastanowiłabym się nad moim nagłym wybuchem, który zmartwił stojącego bok blondyna jeszcze bardziej. Otarłam łzy.
 Mój własny głos dochodził do mnie z opóźnieniem, zniekształcony przez emocje skłębione gdzieś głęboko. Potrząsnęłam głową pragnąc pozbyć się z ciała denerwującego mnie otępienia, nic to jednak nie pomogło. Do dziwnego uczucia rozleniwienia dołączył nagły ból głowy, przez który cicho syknęłam. W tamtej chwili pragnęłam zapytać się zebranych co się ze mną dzieje, coś jednak kazało mi myśleć tylko o zagrożonym brunecie.
- Nana? Dziwnie się zachowujesz...
 Stojący najbliżej Rogers zmrużył podejrzliwie oczy, opiekuńczo otaczając mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, pragnąc przekazać, że nie ma się o co martwić. Nie chciałam w tamtej chwili żeby ktoś skupiał się na mnie, gdy...  No właśnie.
Loki, trzeba pomóc Lokiemu.
- Przykro mi, Nancy Choll. Mój brat jest przestępcą, który zasługuje na wyrok. Nie może tego zmienić sposób, w jaki go postrzegasz - łagodny głos Thora przesiąkł poczuciem winy. Pokręciłam szybko głową, przez co ból się nasilił. Nie zważałam jednak na to.
- Niewinny, on jest niewinny... - Mamrotałam coraz uparciej, czując rodzący się we mnie gniew.
- Nancy, nie próbuj bronić każdego - zaczął Steve zmęczonym głosem, przecierając dłonią pokrytą zarostem twarz. Wyglądał w tamtej chwili jak ojciec próbujący wytłumaczyć dziecku coś, o czym mówił mu już wielokrotnie. - Wiem, że trudno ci się przyzwyczaić do reguł rządzących tym zawodem, ale...
- Coś jest z nią nie tak - wtrącił Clint, postępując krok do przodu. Podczas mojego wewnętrznego kryzysu wszyscy zdążyli zebrać się w ciasnym kręgu naokoło. Natasha rzuciła Bartonowi szybkie spojrzenie, które zdecydowanie musiało coś znaczyć, gdyż po chwili blondyn zaglądał mi głęboko w oczy.
 Z widocznym na twarzy zaskoczeniem spojrzał na stojącego obok Lokiego. Tamten zachował kamienną twarz, unikając patrzenia blondynowi w oczy. Gdy Hawkeye'owi nie udało się nawiązać kontaktu wzrokowego z zielonookim, zwrócił swoje spojrzenie w moją stronę. Warknęłam jak zwierzę, gdy dotknął ramienia Laufeysona.
Bożek miał być bezpieczny. Loki miał zostać wolny.
- Nie. Dotykaj. Go. - Niemal krzyknęłam, wyrywając się z opiekuńczego uścisku Steve'a. Rogers postąpił w szoku krok do tyłu, niemal przewracając stojącego tam Bruce'a. Obracałam głowę we wszystkich kierunkach, chłonąc wzrokiem każdy ruch i reakcję zebranych.
Naukowiec rzucił Clintowi długie spojrzenie, po czym oboje skoczyli w stronę nieruchomego Lokiego.
- NIE! - Wyrwałam do przodu, osłaniając mężczyznę przed atakiem. Natasha zdążyła jednak doskoczyć do mnie i wykręcić mi nadgarstek. Ogromna złość kotłująca się we mnie została na chwilę przysłonięta żalem związanym z brakiem mojej ochrony przy Lokim. On mnie potrzebował, musiałam coś zrobić.
Siłowałam się jak mogłam, używając wszystkich umiejętności zdobytych podczas tygodni treningów, nie mogłam jednak równać się nawet po części z tak dobrym szpiegiem jak Natasha.
 Agentka Romanoff jednym ruchem podcięła mnie i zwaliła na ziemię. Walnęłam plecami o twardą kamienną podłogę, przez co odebrało mi dech. Patrzyłam w szoku jak Clint, Bruce, Steve i Thor próbują złapać bożka miotającego we wszystkie strony zieloną energią.
Meble pękały, ściany gubiły tynk, obsypując wszystko pyłem i płatami farby, szyby kończyły w kawałkach, raniąc walczących. Czułam na nadgarstkach mocny uścisk dłoni rudej kobiety i nie miałam jej tego za złe. Uderzenie pomogło mi pozbyć się tej niemocy i bólu głowy, dzięki czemu w końcu myślałam trzeźwo.
- Zaczarował cię - wytłumaczyła Tasha, widząc zapewne zrozumienie w moich oczach. W jej natomiast dostrzegłam pytanie. Domyśliłam się sensu, skinęłam więc głową, na co agentka wstała ze mnie, od razu przyłączając się do walczącej piątki.
 Wiedziałam, że odbieram Thorowi i Bannerowi ich umiejętności swoją obecnością, podniosłam się więc z podłogi i z wielkim bólem, że zostawiam przyjaciół walczących, najszybciej jak mogłam wybiegłam z mieszkania, by przydać się chociaż do jednego.
 Mając w głowie adres budki telefonicznej, z której mogłam zadzwonić po posiłki, ruszyłam czym prędzej przed siebie.
Przemierzałam ulice w zawodowym tempie, zwracając na siebie wzrok zdziwionych osób. Niektóre z nich mogły mnie kojarzyć z pojedynczych akcji Avengersów, nikt jednak nie próbował mnie zatrzymać, za co byłam niezwykle wdzięczna. Mijałam ulice, pokonując zakręty i przebiegając po pasach na czerwonym świetle.
 Gdy w końcu dobiegłam do celu, chwyciłam telefon i wykręciłam rząd cyfr, który każdy agent działający w T.A.R.C.Z.Y. znał na pamięć. Nie musiałam czekać aż ktoś odbierze, po prostu odłożyłam słuchawkę gdy usłyszałam wyczekiwany dźwięk piknięcia.
Odetchnęłam z ulgą, przeczesując włosy nerwowym ruchem ręki. Cała spięta zaczęłam krążyć w te i z powrotem, próbując ułożyć sobie całą sytuację w głowie. Więc w tej chwili Loki walczył przeciw reszcie Avengersów, w tym przeciwko swojemu przyszywanemu bratu. I to wszystko przez to, że Natasha i Clint rozpoznali jego czar, który miał za zadanie pomóc mu utrzymać moją lojalność... Tylko dlaczego musiał aż tak bardzo mieszać mi w głowie tymi wszystkimi uczuciami?
Zasłoniłam usta ręką, gdy z przerażeniem dotarło do mnie, że Avengersi dowiedzieli się o mojej zdradzie. Co pomyślą? Czy uda im się zrozumieć jak bardzo wkręciłam się w kłamstwa Lokiego? Przecież nie miałam wyboru, prawda? Czy grozi mi kara za to, co spowodowałam? Gdybym od początku słuchała zdrowego rozsądku i grała zgodnie z własnymi zasadami, Loki dawno siedziałby grzecznie, skuty w asgardzkim więzieniu.
Przeklęłam go w myślach, łapiąc się na obgryzaniu paznokci. Wyrwałam ze złością palce z ust, prychając pod nosem. Ile czasu potrzeba było Nickowi by wysłać oddział do naszego mieszkania? Czy powinnam już wracać? Byłam wkurzona o to, że w żaden sposób nie mogłam pomóc walczącym przyjaciołom. W końcu sama narobiłam tego bałaganu i sama powinnam go posprzątać...
 Ostatni raz przeszłam się obok budki, łapiąc na sobie wzrok małej, pyzatej, jedzącej rogalika dziewczynki. Uśmiechnęłam się do niej, nim jak najszybciej pognałam w stronę domu.

***

Nie spodziewałam, że na miejscu zastanę taki rozgardiasz. Agenci ubrani w czarne, przylegające do ciała ciuchy i oczywiście przeciwsłoneczne okulary ( które zawsze zaskakiwały mnie u nich, bo w sumie po co im one?) rozglądali się po miejscu bitki, który kiedyś nazwałabym naprawdę ładnym domkiem. Mieszkanie niestety pokryte było w pyle i pozostałościach mebli. Z ulgą dostrzegłam całych i zdrowych Thora, Natashę, Clinta, Steve'a i Bruce'a. Podeszłam do nich czym prędzej, zauważając po drodze, którą zagradzały sterty gruzu, że z grupką Avengersów rozmawia zawiadomiony przeze mnie telefonicznie Nick Fury. Czarnoskóry łypnął na mnie okiem, gdy stawałam obok grupki, rzucając zebranym przepraszające spojrzenie.
 Spodziewałam się, ze wszyscy zaczną się przekrzykiwać, oskarżając mnie o zdradę, współdziałanie z przestępcą i ogólnie całe to zamieszanie. Cała szóstka milczała jednak zgodnie, mierząc mnie oceniającym spojrzeniem.Westchnęłam w duszy, przeczuwając że poważna rozmowa jest nieunikniona. Skuliłam się nieco pod naporem wszystkich oczu, spuszczając wzrok i opuszczając ramiona.
- Nancy... - Zaczął Steve z wyrzutem. Wiedziałam, że ze wszystkich osób to właśnie on najbardziej ucierpiał na moim oszustwie. Bałam się podnieść wzrok i spojrzeć mu w oczy. Chciałam jak najbardziej oddalić chwilę, w której dowiem się jak bardzo zawiniłam, zapytałam więc o pierwszą rzecz, jaka wpadła mi do głowy.
- Gdzie Loki? - Ups. Nie o to powinnam zapytać w tamtej chwili... Zagryzłam wargi by zahamować parsknięcie śmiechem. Czy naprawdę musiałam wszystko psuć?
- Czeka na ciebie w furgonetce - oznajmiła ruda agentka z dziwnym błyskiem podejrzenia w zielonych oczach. Skinęłam głową, odwracając się już w stronę zaparkowanego samochodu.
- Dobrze, w takim razie pogadam z nim i.... Zaraz, co? - Przystanęłam natychmiast, otwierając oczy i buzię zapewne w bardzo komiczny sposób, byłam jednak zszokowana. Przesłyszałam się?
- Dał się schwytać, ale w zamian chce z tobą porozmawiać. - Nick w końcu się odezwał, akcentując swoje niezadowolenie westchnięciem na końcu zdania. Przełknęłam ślinę.
- Dobrze... Mam do niego teraz iść, czy coś...
- Tak! - Warknęła wręcz Romanoff. Spojrzałam na nią zszokowana. Skąd w tak drobnej kobiecie tyle agresji?
- Już... Już idę, przepraszam - plątałam się przez chwilę w słowach, pragnąc jak najszybciej uciec, nim zebrani rzucą się na mnie i pożrą za wszystkie te krzywdy, jakie im wyrządziłam.
 Szybkim krokiem ruszyłam przez sterty tynku i drewna, potykając się kilka razy, nim dotarłam do uchylonych drzwi samochodu. Skinęłam dwóm pilnującym wejścia agentom, uchylając drzwiczki.
- Um... Halo? - Zajrzałam niepewnie do środka, po czym drgnęłam, widząc znajomą postać.
Z małym ociąganiem weszłam do środka, podskakując w miejscu, gdy jeden z ubranych na czarno mężczyzn zatrząsnął drzwi za moimi plecami.
- Ziemianka, jakże mi miło - zaszydził bożek,  wychylając się zza cienia, w jakim chował się wcześniej. Wreszcie mogłam ujrzeć szramę pod jego okiem i plamę krwi na ramieniu. Zdusiłam w sobie chęć obejrzenia ran, w końcu miałam prawo być zła za wszystko, przez co przeszłam z jego winy.
- Podobno chciałeś ze mną rozmawiać. - Zmusiłam się do udawania twardej, zaplatając ręce na piersi. Brunet roześmiał się cicho.
- Cóż... Można powiedzieć, że chciałem się... Pożegnać? - Rzuciłam Asgardczykowi podejrzliwe spojrzenie, nie wierząc w słowa mężczyzny. W końcu zawsze wracał, prawda? Nawet gdy nie byłam mu już potrzebna.
- Po co wracałeś. gdy uciekłeś T.A.R.C.Z.Y.? Mogłeś spokojnie zniknąć i nikt by cię nie znalazł. 
Zielonooki zaśmiał się ochryple, smutno kręcąc głową. Uniosłam prawą brew, tupiąc nogą dla podkreślenia mojej powagi.
- Lepiej będzie, jeśli usiądziesz - powiedział cicho, wskazując miejsce na ławeczce naprzeciwko siebie.
Z ociąganiem zajęłam zaproponowane miejsce. Mistrz oszustwa odetchnął głęboko, po czym chrząknął, jakby przygotowywał się do wygłoszenia przemowy przed setkami osób. W tamtej chwili prezentował się naprawdę poważnie, nawet z tworzącym się już pod okiem siniakiem.
- Więc? - Wtrąciłam, choć tak naprawdę nie chciałam go poganiać.
- Byłoby łatwiej, gdybyś po prostu ucichła - warknął nieprzyjemnie, marszcząc groźnie brwi. Nie działały już na mnie te sztuczki, chrząknęłam więc jedynie. - Nie liczyłem ani trochę na twoje moce. Szczerze- są żałośnie niepotrzebne i radzę sobie z każdym twoim sprzymierzeńcem bez nich - zaczął z małym westchnieniem, wypinając dumnie pierś do przodu. W głębi duszy wyśmiewałam się z niego. Gdybym od początku wiedziała, że to takie zakochane w sobie dziecko!
- Podobała mi się jednak świadomość, że niszczę cię od środka, wywołując w marnej ziemskiej istocie tyle sprzecznych emocji. Plusem był również szok na twarzy tego żałosnego blondwłosego chłopczyka, który ma czelność podawać się za mojego brata, gdy ujrzał jak bardzo owinąłem sobie wokół palca jego rzekomą przyjaciółkę. Tak, wszystko byłoby tego warte - westchnął szczęśliwie, patrząc rozmarzony w jakiś punkt ponad moją głową.
Okej, w tamtej chwili poczułam się urażona. Grzecznie słuchałam jednak dalej, niezwykle ciekawa powodu, dla którego Loki wytrzymał ze mną tyle miesięcy.
- Byłem blisko zniszczenia go kompletnie, bonusem było rozdarcie kruchej, ziemskiej duszyczki, która mieści się w tobie... Wszystko miało mieć miejsce na balu, który zorganizowałem specjalnie by z wielkim hukiem i przepychem zakończyć twoje życie. Pojawił się jednak ten żałosny kuzyn puszki, Morgen? - Dopiero po chwili dotarło do mnie, że "puszka" to nawiązanie do Starka, a Morgen to...
- Morgan - poprawiłam cicho, próbując zrozumieć wszystko, co powiedział Loki.
- Bez różnicy - stwierdził z kwaśną miną. - Dążę do tego, że wtedy napadły mnie te wszystkie... Uczucia. - Powiedział z odrazą, strzepując z ramienia niewidoczny pyłek. Krzywił się przy tym, zapewne z powodu rany na bicepsie.
- Uczucia? - Powtórzyłam głucho. Nie rozumiałam niczego w jeszcze większym stopniu niż wcześniej.
- Gniew, odrzucenie, zazdrość... - Zamyślił się Laufeyson, drapiąc obciętymi krótko paznokciami o wystające kości policzkowe. Rzucił na mnie spojrzeniem tych hipnotyzujących szmaragdowych oczu i wtedy zrozumiałam.
- Byłeś o mnie zazdrosny? - zapytałam nieco zbyt gwałtownie, przez to miękkość w zielonych tęczówkach przekształciła się w złość.
- Nadal jestem, idiotko! Ten rycerzyna nie opuszcza cie na krok, a ja jestem zbyt wściekły, by... - urwał nagle, przesuwając się w pojeździe, by usiąść naprzeciwko mnie. Nasze kolana się zetknęły, gdy rzuciłam mu pytające spojrzenie.
- Nie chcę cię zostawiać. Próbowałem się zmienić, ale nie dam rady. Jesteś dobra, a ja... Cóż, niekoniecznie - zaśmiał się ochryple, kładąc dłoń na moim policzku. Zamarłam. - Muszę cię teraz zostawić i zapewne nie będzie cię to cieszyć, ale... - Zatrzymał się znów w połowie zdania, przeskakując wzrokiem od moich oczu do ust. - Walić to, nigdy nie byłem romantyczny - wychrypiał do siebie, nim wręcz brutalnie pchnął mnie na ścianę furgonetki, gdy zimnymi jak lód wargami odnajdywał drogę do moich ust.
 Nie całował mnie nigdy aż tak zawzięcie, co przyjęłam z niemałym zaskoczeniem. Nie mogłam skupić się na myślach, które krązyły wtedy po mojej głowie, w końcu musiałam rozważyć tyle spraw...
- Nie myśl tyle - wyszeptał mi Loki do ucha, nim wgryzł się w jego płatek. Czułam jego uśmiech na szyi, gdy zareagowałam cichym piskiem. Posłuchałam go i gdy po raz kolejny witał mnie chłodem oddechu na moich ustach, poddałam się mu z westchnięciem przyjemności.
Nie pamiętałam w tamtej chwili o niczym, te pocałunki odebrały mi zdolność myślenia. W końcu oderwaliśmy się od siebie, z moimi palcami w jego włosach i jego dłoniach na mojej twarzy. - Dam się teraz aresztować, na co oczywiście zasłużyłem... 
Przerwałam jego bezsensowaną paplaninę, z ciężkim oddechem przyciągając go znów do siebie.
Może nie mogłam skupić się na niczym innym niż on, potrafiłam jednak czuć te stado motylków w moim brzuchu i urocze, grożące zemdleniem zawroty głowy. Tym razem byłam pewna, że uczucia mną władające nie są sprawką czarodzieja, a moimi własnymi odczuciami. Czyżbym naprawdę czuła coś do przestępcy?
- Nie będę cię bronić - powiedziałam, odsuwając się od bożka. Skinął głową. - Ani jednego miłego słowa o tobie nie pisnę, zrozumiano? - Zapytałam poważnie. Uśmiechnął się tym wrednym wykrzywieniem ust, oblizując czerwone od ugryzień wargi. Zaśmiałam się.
Ten człowiek nigdy się nie zmieni, prawda?
Wychodząc z samochodu po kolejnej serii obściskiwania czułam jedynie zimną sprawiedliwość. Wiedziałam, że choćbym miała zdradzić coś, co zakiełkowało w moim sercu i już go nie opuści, będę działać w zgodzie z sumieniem, wydając Lokiego na rzecz przyjaciół. Pewnym krokiem dotarłam do grupki, która nie ruszyła się w trakcie zapewne kilkudziesięciominutowej rozmowy ani o centymetr.
- Przepraszam, ze tak długo, już jestem - powiedziałam, wyłapując ze zdziwieniem mały uśmiech czający się w kącikach warg Natashy.
- Dobrze - skinął Nick. - Dziś przenocujecie w kwaterze T.A.R.C.Z.Y. Mamy tam sypialnie dla gości, nie powinno być więc z tym problemu - oznajmił Fury, machając ręką na piątkę, która odeszła po skinięciu szefowi głowami.
 Odwróciłam się do jednookiego, patrząc na niego wyczekująco. Spodziewałam się wielkiego krzyku i długiej przemowy o mojej nielojalności, czarnoskóry mężczyzna spojrzał na mnie jedynie drapiąc się po brodzie, po czym oparł dłoń na moim ramieniu. Czułam się jak uczeń rozmawiający z nauczycielem o możliwości poprawy rozmowy. Przełknęłam ślinę.
- Cieszę się, że wybrałaś lepszą opcję, Nancy. Nawet jeśli straciłaś przez to coś innego. 
Rzuciłam rozmówcy zaskoczone spojrzenie, zapominając języka na dłuższą chwilę. Nick mierzył mnie wzrokiem, wyszukując się zapewne na mojej twarzy oznak kłamstwa.
Zaśmiał się jednak po kilku minutach, klepiąc mnie po plecach.
- W mieszkaniu są kamery, Choll. Wiedziałem o wszystkim od samego początku. 
Jeszcze bardziej mnie zatkało. Zaczęłam się jąkać, próbując coś wykrztusić. Fury wiedział o wszystkim? Nic nie zrobił?! Nie skarcił mnie na początku, gdy wszystko było jeszcze niewinne?
- Ale... - Wykrztusiłam w końcu, patrząc na agenta z niedowierzaniem.
- Czasami trzeba wybrać mniejsze zło. Lepsze było oglądanie zakazanego romansu niż kolejne miesiące walki z tak trudnym przeciwnikiem - wyznał poważnym głosem, oddalając się w stronę sprzątających gruz mężczyzn, gdy ja z  ociąganiem ruszyłam w stronę Avengersów.

***

 Leżąc tej nocy w ciasnym pokoju z pojedynczym łóżkiem i małą szafką rozmyślałam o wszystkim, co powiedział mi Loki. Nie byłam pewna, czy wierzyłam w jego słowa, wiedziałam jednak, że darzę go jakimś uczuciem i póki mogę chcę cieszyć się wszystkimi miłymi chwilami z nim spędzonymi, nawet jeśli były jednym wielkim kłamstwem.
- Choll? - podskoczyłam na łóżku wyrwana z rozmyślań, gdy rzucone przez uchylone drzwi światło ukazało twarz rudej agentki.
- Tasha? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie, zaskoczona odwiedzinami kobiety. Może pomyliła pokoje?
- Mogę wejść? - Skinęłam głową niezwykle zaskoczona tym pytaniem. Romanoff wślizgnęła się z gracją do pokoju, bezszelestnie zajmując miejsce na małej szafce na lewo od łóżka. Podniosłam się do pozycji siedzącej, rzucając zielonookiej pytające spojrzenie. - Słuchaj, nie przepadałam za tobą - rzuciła po chwili milczenia, patrząc mi prosto w oczy. Otworzyłam usta, bo... Serio? Rozumiem, że nawaliłam, ale żeby tak wszyscy mi wypominali jak bardzo jestem nielubiana?! To była typowa Natasha- waliła prosto z mostu. Zamknęłam buzię, czekając na ciąg dalszy. W końcu przyszła tu sama, musiała mieć jakiś ważny powód, inny niż obrażanie mnie. - Przyszłaś taka niedoświadczona i wszystko ci było wolno, a później wysłali cię na misje... Powinnaś do tej pory zauważyć, że pracuję tylko z profesjonalistami - powiedziała tonem doświadczonej, starszej osoby, która poucza niegrzeczne dziecko. Skinęłam głową w odpowiedzi na jej pytanie. - Miałam cię do tej pory za mięczaka, który pojawił się tu przez przypadek, ale ta akcja z Laufeysonem... Pokazałaś że masz jaja, Choll. - Uśmiechnęła się delikatniej, rozświetlając tym gestem surową twarz. Wstała z szafki, podchodząc powoli do drzwi. - I jeśli miałabyś jakieś problemy w związku... Wiesz, zawsze możesz pytać - dodała ledwo słyszalnie, prawie znikając w szparze otwartych drzwi.
- Czekaj, co? Ty i Clint... - zapytałam szybko, nim zdążyła odejść, patrząc na jej plecy z niedowierzaniem. Odwróciła się tylko, puszczając mi oczko.
Leżałam długo po jej odejściu, zastanawiając się nad rzeczami, które dotarły do mnie przez jej przemowę. Czyżby nie wszyscy Avengersi byli tak lojalni? Co miała na myśli, gdy mówiła o problemach w związku? Czyżby nie wiedziała o tym, że Loki zostaje aresztowany i już nigdy nie pojawi się na Ziemi?
Westchnęłam, zamykając zmęczone oczy. Wtedy usłyszałam ciche pukanie. Westchnęłam. Ile jeszcze tych wizyt?
- Proszę. 
- Cześć, Nan. Jak się czujesz? - Do środka nieśmiało wszedł Steve. Uśmiechnęłam się delikatnie. Oczywiście że martwił się o mnie nawet wtedy, gdy chował urazę.
- Wszystko ze mną w porządku. Dlaczego nie śpisz? - Zapytałam z autentycznym zainteresowaniem.
- Chciałbym spędzić trochę czasu z tobą. Mogę tu posiedzieć? - Wiedziałam, że próbuje wymigać się od odpowiedzi, byłam jednak zbyt zmęczona by dociekać. Skinęłam głową, robiąc mu miejsce na jednoosobowym łóżku.
- Jasne.

6 komentarzy:

  1. Cześć. Czytam Twojego bloga od dawna i ze zniecierpliwieniem czekałam na ten rozdział.
    Szczerze to nie liczyłam że go tu znajdę dziś, ale mnie miło zaskoczyłaś.
    Twoja opowieść jest naprawdę cudowna, ale... Za szybko się skończyła.
    Dodaj proszę ten Epilog. Chcę przeczytać jeszcze chociaż ten ostatni fragment...
    Pozdrawiam gorąco:
    /BlackRaven

    (Ps.: No i popatrz, jestem pierwsza komentująca!)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chyba sobie żartujesz. Zakończyć bloga w tym momencie? Nienienienienienie. To jest najlepszy blog o Lokim jaki kiedykowliek spotkałam, a twój Loki nie jest przesłodzonym chłoptasiem, który od razu się zmienia dla swej wybranki. Fabuła jest ciekawa, piszesz świetnie, nie robisz błędów i masz świetne pomysły. Więc mam prośbę: Przemyśl jeszcze raz czy chcesz zakończyć tego bloga. Pozdrawiam, Bevien.

    OdpowiedzUsuń
  3. Część! Czytam tego bloga od kilku dni i ... Wiesz co? KOCHAM GO! ^^ Tak dobrego bloga nie widziałam a właściwie czytałam, od dawna. C: Z niecierpliwością czekam na następny rozdział *-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatni rozdział ? Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee !!!
    Napisałam bardzo długi komentarz, ale coś wcisnęłam i się usunęło .. Ech....
    Kurczę , kiedy Loki wyznał jej swoje uczucia to było takie Awwwwwwwwwwwwww *_*
    A Fury o wszystkim wiedział O.o On jest jakiś zboczony czy co XD Tak ich podglądał XD
    Ona musi byc z Lokim !!!! Nie może go stracić !
    Nie rób tego !!
    *robi słodkie oczka* Ploooooseeee *_*
    Kocham to ff całym sercem i będzie mi go brakowało ;(
    Dawaj ten Epilog, bo muszę się dowiedzieć jak to się zakończy ^^
    Byle tylko nie ryczeć... byle nie ryczeć....
    Ale Loki taki awwwwwwww *-* Aasfsadfsgadfhsafah <3
    Dobra, koniec fangirlowania XD
    Dużo weny życzę ;*
    Xena W

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie nie nie nie to nie moze byc ostatni rozdział.
    Rycze

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Wasze komentarze- motywują mnie do dalszej pracy! <3